Dobra zmiana dla Pomorza

Drukuj

1-F-386-18-800x800

 

Pisałem już na tym blogu kilka razy, co sądzę o sztandarowym pomyśle Prawa i Sprawiedliwości „500 złotych na dziecko”. Najobszerniej chyba tutaj: https://bartlomiejausten.wordpress.com/2015/12/30/skaczemy/. Dzisiaj będzie ciąg dalszy, będący odpryskiem całej tej historii. Jak wiadomo, rząd nie ma pieniędzy, żeby zrealizować obietnicę, która okazała się kluczowa w wygraniu wyborów. Nic dziwnego, że pieniędzy szuka wszędzie. Okazało się ostatnio, że jednym z pomysłów na ich pozyskanie jest przeprowadzenie fuzji pomiędzy gdańskim Lotosem, a płockim Orlenem. Za pakiet kontrolny Lotosu płocczanie musieliby zapłacić około 3-4 mld złotych i taka suma mogłaby wpłynąć do budżetu. Analogiczną w sumie operację można by przeprowadzić też pomiędzy gdańską Energą, a PGE. O tym się też zaczyna coraz głośniej mówić w środowisku rządowym. Skupmy się jednak na pierwszej transakcji.

Jasne jest, że rząd nie przyzna wprost, że chodzi mu o pieniądze na program 500 plus. Oficjalnym powodem całej tej operacji ma być uchronienie płockiej rafinerii od wrogiego, czytaj rosyjskiego, przejęcia. Przy połączeniu Lotosu, w którym Skarb Państwa ma około 50% udziałów i PGNiG, gdzie skarb posiada 70% udziałów, dałoby bowiem radę wyprostować kwestię zbyt małych udziałów państwa w Orlenie szacowanych na 27%. Takie tłumaczenie to jest oczywiście piramidalna bzdura, bo zabezpieczyć się przed wrogim przejęciem można w zupełnie inny sposób i nie trzeba tu dokonywać żadnych fuzji. Drugim motorem napędowym jest przy tej okazji, możliwość utworzenia wielkiego narodowego championa. Orlen i PGNiG ma wartość giełdową 27mld złotych. Wartość giełdowa Lotosu wynosi 5mld złotych. Razem powstałby gigant warty 32mld złotych z roczną sprzedażą 163 mld złotych. Przy takiej skali wszystkie Solorze, Kulczyki, Czarneckie mogłyby się schować. Taki gigant mógłby też zrealizować nasze narodowe ambicje. Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu w 2006 roku płocki Orlen kupił rafinerię w Możejkach. Podjął tam rywalizację z rosyjskimi(!) koncernami. Efektem jest strata na inwestycji, która wynosi już 8mld złotych. Teraz Jarosław dzięki tej fuzji mógłby przebić brata i mając takiego giganta, podjąć rywalizację na przykład na niemieckim (!) rynku realizując tam nasze narodowe interesy. A gdy niektórzy analitycy i specjaliści kwestionują sens i pytają się ,,Po co nam ten Miś ?”. Rząd odpowiada im wtedy ,,To jest Miś na skalę naszych możliwości”.

Stop. Time out. Niech opisywaniem tych socjalistycznych skłonności tego rządu, zajmą się inni komentatorzy, bo ja, jako ekonomista, nie znam się na leczeniu narodowych kompleksów. Dodam też, że wypadałoby dla uczciwości wspomnieć, że ta choroba nie dotyczy tylko PiS-u, bo poprzednicy też na nią zachorowali. Choroba zaczęła się za czasów drugiej kadencji Donalda Tuska. To jego rząd, a w szczególności minister skarbu Andrzej Czerwiński, był pierwszym nosicielem tej infekcji, która w tej chwili weszła w fazę ostrą. Ja chciałbym się skupić jednak na mniej oczywistym aspekcie tej historii.

Broniąc się w europarlamencie podczas ostatniej debaty, Beata Szydło mówiła, że te ,,reformy” i w tym 500 złotych plus na dziecko są potrzebne, bo ,,Polska ma się rozwijać równomiernie”. Przypominam, że CIT jest podatkiem, który zasila samorządy. Na Pomorzu, gdzie mieści się siedziba Lotosu, według danych za 3 kwartały 2015 roku wpływy do samorządów z CITu wyniosły 71 mln złotych. W Mazowieckim, którego częścią jest Płock będący siedzibą Orlenu, wpływy wyniosły ponad 10x więcej, bo 747 mln złotych.

By uzmysłowić sobie, że nasza pani premier nie ma pojęcia, o czym mówi, a PIS na czym polega równomierny rozwój, wystarczy spojrzeć do raportu Fundacji Obywatelskiego Rozwoju ,,Następne 25 lat – jakie reformy musimy przeprowadzić, by dogonić Zachód?”. Można we nim wyczytać, że województwo mazowieckie już dogoniło zachodnią Europę, gdyż dochód na mieszkańca w Warszawie w 2014 roku był o 34% wyższy niż w Berlinie. Ten wynik jest mierzony według siły nabywczej i spowodowany jest wysokością dochodów jak i niższym poziomem cen w Warszawie. Dzięki dynamicznemu rozwojowi stolicy również województwo mazowieckie odnotowało znaczący skok. Według Eurostatu PKB na osobę w tym regionie wzrósł w latach 2000-2011 z 74% do 107% średniej unijnej. Co więcej Warszawa jest według dochodu na mieszkańca wśród stolic europejskich szóstym najlepszym miejscem do życia. Przegrywa tylko z Paryżem, Londynem, Sztokholmem, Luksemburgiem oraz Dublinem. W Warszawie zaś zdecydowanie lepiej się żyje niż w Wiedniu, Brukseli, Rzymie, Amsterdamie, czy Berlinie. Tymczasem województwo pomorskie, któremu w ramach wyrównywania poziomu życia pani Szydło chce zabrać Lotos, a może też Energę, to 65% średniej unijnej.

Dane statystyczne potwierdzają, że Polska się rozwarstwia. Z perspektywy Warszawy wszystko wygląda zupełnie inaczej. Zrównoważony rozwój to też hasło, ale i uzasadniona potrzeba, która wyniosła PiS do władzy. Twarde dane statystyczne potwierdzają, że mimo wpomowanych miliardów euro, Polska dalej dzieli się na Polskę A i B, a nawet jest coraz gorzej. Głównym beneficjentem została bowiem stolica i zamiast wyrównywać różnicę, Polska podzieliła się już na Polskę trzech prędkości. Na Warszawę, Polskę A i Polskę B. Dziesięciokrotna różnica w CIT-cie wpłacanym do samorządów pomiędzy pomorskim, a mazowieckim w III kwartałach 2015 roku pokazuje to dobitnie. A jeszcze jaskrawiej widać to, gdy porównamy outsidera – województwo podlaskie – z wpływami niecałe 10 mln złotych, do tych 747 mln w mazowieckim. W pięciu województwach (warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubuskim, podkarpackim, świętokrzyskim) dalej nie przekroczyliśmy 50% dochodu statystycznego europejczyka, przy z 107% mieszkańca Mazowsza. Skalę zjawiska obrazuje też jak daleko do lidera ma drugie najbogatsze województwo, czyli dolnośląskie z 76% średniej unijnej. Co ciekawe,przykłady europejskie pokazują, że ten nierównomierny rozwój to raczej polska choroba. Rozwiązania niemieckie, które scaliły dwa kraje w jeden, aż się proszą o skopiowanie. My na dodatek, poprzez prawie 25% udział państwa w gospodarce, mamy, w porównaniu do Niemiec z 14% udziałem, bardzo duże pole do popisu.

Niestety w PiS-ie może i wyczuli nastroje wyborcze i rozgoryczenie wynikające z rozwarstwienia, które tu opisuje, ale na tym koniec. Obserwacja to jednak prostsza część procesu. Druga część jest trudniejsza. Dalej trzeba bowiem wdrożyć program naprawczy, a wraz z nim logiczne myślenie. Tu niestety już kłania się brak tego procesu plus brak podstawowej wiedzy ekonomicznej i mamy to, co mamy. Dobrej zmiany ciąg dalszy…

Czytaj również