Gdyński Paragraf 22

Drukuj

comment_s4cLuX61QzeiVk9B015tGP3G7jrK4eL4

Taki mamy klimat, że Paragraf 22 nie bez przyczyny często gości na tym blogu. Nie inaczej będzie tym razem. Gdyby Joseph Heller nie napisał nic poza Paragrafem 22 właściwie świat nic by nie stracił. Gdyby jednak nie napisał Paragrafu 22 w 1961 roku świat mógłby wyglądać inaczej. Bez Hellera mogłoby nie być Monthy Pythona jak twierdził kiedyś w jednym z wywiadów John Cleese. Bez Monthy Pythona, jak mawiał pewien klasyk spod Białegostoku, mogłoby nie być już niczego, a na pewno nie powstałby mój blog i nie przeczylibyście tego dzisiejszego wpisu. Karty więc na stół. Przypomnijmy czym był, jest tytułowy Paragraf 22.

Literacki Paragraf 22 dawał żołnierzowi możliwość natychmiastowego zakończenia pełnienia służby na własną prośbę z powodu choroby psychicznej. Jednak ktoś, kto w trosce o uratowanie własnego życia chciał wnieść o zwolnienie ze służby, udowadniał tym samym, że jest psychicznie zdrowy, a tym samym nie mógł już prosić o zwolnienie z powodu choroby psychicznej.

Teraz ten paragraf 22 postanowiła użyć przeciwko nam rządząca Gdynią Samorządność. Złożyliśmy przed wakacjami w gdyńskim ratuszu wraz z innymi organizacjami obywatelski projekt w sprawie przyjęcia programu polityki prozdrowotnej ,,in vitro” i czekaliśmy sobie spokojnie, aż skończą się wakacje i radni powrócą do pracy. Tymczasem dostaliśmy opinię radcy prawnego miasta, który wytknął naszemu projektowi, kilka punktów technicznych do poprawy nie zmieniających części merytorycznej projektu. Zgodnie z sugestiami radcy poprawiliśmy więc go w ramach autokorekty, po konsultacji z prawnikiem specjalizującym się w prawie administracyjnym, uwzględniając uwagi radcy miasta, na zasadzie kopiuj/wklej. Na komisji, a potem dzień później na radzie miasta usłyszeliśmy, że te poprawki sprawiły, że projekt nie może być rozpatrzony, bo wprowadziliśmy poprawki, a to pod tym wcześniejszym projektem podpisało się 1600 mieszkańców Gdyni. Joseph Heller od 1999 roku nie żyje, ale gdyńska urzędnicza biurokracja udowadnia starą prawdę, że twórca może odejść, ale dobra literatura będzie żyć wiecznie. Paragraf 22 to nie literacka bujda. Paragraf 22 w Gdyni istnieje.

Pokopmy trochę głębiej ten temat. Na czym polegały te błędy w naszym projekcie? Otóż pierwszy wytknięty polegał na tym, że nie określiliśmy w naszym projekcie źródeł finansowania naszego projektu w miejskim budżecie. Rzeczywiście nie zrobiliśmy tego, bo gdybyśmy to zrobili, to musielibyśmy naprawdę mocno pokombinować, by prawidłowo jako obywatele znaleźć odpowiednią klasyfikację budżetową. Musielibyśmy naprawdę mocno zagłębić się w ten budżet, gdyż w związku z tym, że spodziewaliśmy się odmowy miasta z powodu braku środków w rezerwie budżetowej na rok 2017, zaproponowaliśmy budżet roku 2018ego. Tymczasem budżet 2018 jeszcze nie powstał. Nie istnieje. Za to Paragraf 22 w Gdyni istnieje.

Drugi zarzut – najpoważniejszy, dotyczył braku w projekcie opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Zwróciliśmy się więc do wyżej wymienionej agencji o opinię. Jednak otrzymaliśmy informację, iż jedynym organem uprawnionym do wystąpienia o nią jest rządzący od 1998 Gdynią Prezydent Miasta. No i masz babo plecak. „Był więc tylko jeden kruczek paragraf 22, który stwierdzał, że troska o życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał latać dalej, i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać.” Paragraf 22 w Gdyni nie lata. Wzrósł w ziemię za mocno.

Jeden z innych bohaterów Paragrafu Major Major Major miał w zwyczaju przyjmować podwładnych w swoim gabinecie tylko wtedy kiedy go w nim nie było. Coś ala prezydent Wojciech Szczurek. Czytam w archiwalnym artykule na Wirtualnej Polsce: ,,Na stronie Urzędu Miasta Gdyni widnieje informacje, że prezydent Wojciech Szczurek przyjmuje interesantów we czwartki po wcześniejszym umówieniu wizyty w Referacie Skarg i Interwencji. Wynika z tego, że mieszkaniec miasta, który chce widzieć się z prezydentem musi się jedynie zapisać i poczekać do ustalonego terminu wizyty. Do referatu należy przyjść zapisać się osobiście, rejestracja telefoniczna lub e-mailowa nie jest możliwa. Petent musi zabrać ze sobą całą dostępną dokumentację dręczącego go problemu. Samo przyjęcie dokumentów nie oznacza jeszcze, że dojdzie do rozmowy z włodarzem miasta. Urzędnik weryfikuje przyniesione akta, spisuje protokół ze spotkania i opiniuje wagę sprawy. Konsultacje z mieszkańcami odbywają się w biurze prezydenta cztery razy w miesiącu. Petenci muszą mieć konkretne sprawy – skargi lub zażalenia. Jeżeli są to tylko sugestie lub pomysły to do spotkania nie dojdzie. Na zwyczajną rozmowę z Wojciechem Szczurkiem również brak szans. Pracownicy gdyńskiego magistratu twierdzą, że propozycje same w sobie sprawami nie są. – Często zarzuca się prezydentowi, że nie spotyka się z mieszkańcami, a to nieprawda. Wielokrotne doświadczenia takich ogólnych spotkań w przeszłości wykazały, że nie przynoszą one oczekiwanych rezultatów, ani przez mieszkańców, ani przez prezydenta – górują bowiem na nich emocje, a nie merytoryczne argumenty – mówi Joanna Gratej, pracownik gdyńskiego magistratu.” Gdyński Paragraf 22 w pigułce.

-Szefie, przyszedł e-mail do pana!

- Niech wejdzie

Paragraf 22 jest nie tylko w Gdyni, ale w całym naszym kraju coraz częściej w użyciu, bo w Polsce jak policzył ostatnio GUS jest dziś 3,5 razy więcej urzędników niż za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, której żywot skończył się w 1989 roku. GUS szacuje, że łącznie w budżetówce pracuje ponad trzy miliony Polaków, a koszt obsługi sektora publicznego niedługo przekroczy 100 miliardów złotych rocznie. Urzędniczy rak biurokracji rozwija się nieustająco i niezależnie od opcji politycznej. Platforma obiecywał z tym skończyć, a tylko w kryzysowych latach 2008 -2009 prześladująca polski mały i średni biznes biurokratyczna armia urzędników wzrosła o kolejne 40tys. Choroba wciąż narasta. Tylko niedawno obsługa samego programu 500 plus wygenerowała kolejne blisko 10 tysięcy urzędniczych miejsc pracy. W samej Gdyni na niecałych 300 mieszkańców przypada jeden miejski urzędnik, a jeszcze niedawno mimo, że mieszkańców było więcej, bo Gdynia się wyludnia, wskaźnik 1 do 400 wystarczał. Teraz już nie wystarcza. W Polsce za to na 1000 mieszkańców przypadają 2 małe i średnie firmy. To najniższy wynik w całej Unii Europejskiej. Po co się starać i je zakładać, rozwijać skoro można żyć przyjemnie na cudzy koszt. Nowy Jork ma 51 radnych, Berlin 100, a Paryż 172. W Warszawie liczba miejskich radnych wynosi natomiast 469. W mojej liczącej niecałe 250 tysięcy mieszkańców Gdyni 28. W liczącym prawie 3,8 mln mieszkańców Los Angeles 15. W efekcie w całej Polsce liczba samych tylko radnych wynosi około 50 tysięcy.

Ci urzędnicy na różnorakich szczeblach, osadzani w przedziwnych miejscach biją kolejne rekordy w kolejnych dyscyplinach. Jak rejestruje skrupulatnie Grant Thornton od początku stycznia do końca czerwca 2017 r. uchwalono w Polsce 17 440 stron maszynopisu aktów prawnych najwyższego rzędu – ustaw i rozporządzeń. Jest to wynik aż o 36,3 proc. wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy to w życie weszło 12 796 stron maszynopisu aktów prawnych. Jeżeli w drugiej połowie roku 2017 zostanie utrzymana tendencja, to w 2017 roku powstałoby 43 488 stron maszynopisu aktów prawnych, czyli zdecydowanie najwięcej od 1918 roku. Żeby to przeczytać to nie starczyłoby życia, gdyż licząc to na dni to codziennie wchodzi w życie średnio siedem nowych aktów prawnych najwyższego rzędu. W tej produkcji jesteśmy niekwestionowanym liderem Unii Europejskiej. Szwecję pobiliśmy 56 krotnie.

,, I to jest nowa strategia syntezy. (…) I to jest nowa koncepcja sztuki. (…) Patataj… Patataj… Patataj…”

Czytaj również
  • Filip Filipowski

    1. Pomysł, żeby wydawać dodatkowo publiczne pieniądze z budżetu gminy na stosunkowo drogi program „in vitro” przeznaczony dla garstki osób jest w mojej ocenie w warunkach współczesnej Polski w gruncie rzeczy ideologicznym pomysłem z kosmosu. Niestety polska publiczna opieka zdrowotna jest w tak opłakanym stanie, że nie ma środków na badania diagnostyczne, kolejki do specjalistów są bardzo długie, nie ma dostępu do wielu nowoczesnych leków i metod leczenia, a nawet nie ma tak naprawdę możliwości leczenia zębów. Najpierw może rozwiążmy te podstawowe problemy, a później jak sobie z nimi poradzimy weźmy się za in vitro. 2) Z całym szacunkiem, ale z tego co Pan napisał to projekt nie był do końca dopracowany i dali się Państwo wykpić radcy prawnemu z urzędu jednym e- mailem. Proszę nie utyskiwać w takim razie na urzędników tylko posypać głowę popiołem, bo wykazali się Państwo nieprofesjonalizmem. Nie widzę powodu dlaczego Prezydent Miasta Gdyni ma się koniecznie spotykać z każdym wnioskodawcą osobiście i po co ma przeprowadzać rozmowy z Panem skoro złożył Pan na piśmie wniosek, który jak się okazuje nie spełniał wymogów formalnych? Jeśli chcemy mieć sprawne państwo wypełniające obowiązki nałożone przez liczne ustawy to ktoś je musi wykonywać, a więc urzędnicy. Idea „taniego państwa” i małej liczby urzędników się nie sprawdza w Polsce, bo wtedy Państwo Polskie nie wykonuje nałożonych na to państwo obowiązków, tylko udaje, że to robi. Tak mamy właśnie w obecnej sytuacji, więc albo zdecydujmy się, że Państwo nie zajmuje się określonymi zadaniami w ogóle i dajmy sobie spokój z urzędnikami w tej dziedzinie, albo nie utyskujmy na dużą liczbę urzędników, bo ktoś te zadania nakreślone ustawami powinien wykonywać, jeśli chcemy być poważnym państwem, sprawnym w działaniu. Ja w tej chwili tej sprawności nie widzę, byle głupota załatwiana w urzędzie czy w sądzie trwa miesiącami, ograniczenie urzędników niczego nie usprawni a spowoduje, że sprawy załatwiane w tych urzędach będą dalej zalegały w szafach miesiącami, jeśli nie latami.

  • Grzegorz Skręt

    Jedno jest cenne. Poznaliście tzw. zagrywkę polityczną. Jeśli odnosić to do kultowej powieści to raczej historii Milo i bombardowań własnych pozycji.