Kasjer dupa, polityka dupa

Drukuj

topor_01_big

Zawsze szanowałem etos pracy. Od zawsze wierzę w efekty, które przychodzą najpierw z z dobrze zaplanowanej, a potem uczciwie wykonanej pracy. Zawsze możesz być lepszym. Zawsze jest szansa na progres. Nie cierpię tych, którym się nie chce i którzy przez to, że im się nie chce, wybierają drogę przez życie na skróty. Nie cierpię kombinatorów. Nie wierzę, że talent wystarczy. Na krótką chwilę tak, ale na dłuższą metę dupa. Zbita dupa.

Dlatego polska polityka jest taka beznadziejna. Do dupy. Dlatego polski polityk jest taki beznadziejny. Dlatego ostatecznie polski wyborca ma tą całą politykę w dupie. Jeżeli nie zmienimy podejścia, zawsze będziemy w dupie. Polski polityk nie chce budować organizacji. Jeżeli to się nie zmieni, to żadna polska partia nigdy nie będzie na poziomie organizacyjnym niemieckiego CDU czy brytyjskiej Labour Party, nie wspominając już o amerykańskich odpowiednikach. Bierzmy przykład z najlepszych – CDU o korzeniach z dziewiętnastego wieku przetrwała w Niemczech 70 lat. Przetrwała Adenauera, przetrwała Kohla i przetrwa Merkel. Od 1949 roku nie miała nigdy w wyborach poparcia mniejszego niż 25%. Przerwała, bo to nie jest partia wodzowska, zbudowana od dupy strony, tylko to jest organizacja, której twarz raz daje ten, a drugi raz tamten, lub tamta. Liczy ponad pół miliona członków. To jest jej siłą. Na mających około stuletnie tradycje laburzystów w Anglii też przypada liczba członków wahająca się od prawie miliona do około pół miliona dzisiaj. Ich konkurenci torysi też przetrwali i śmierć Winstona Churchilla, i zmierzch Margaret Thatcher. Przetrwali, bo zbudowali markę i organizację. Członek-tata przekazuje członkostwo dzieciom. Dzieci swoim dzieciom. Rodzina rodzinie, a czasami nawinie się sąsiad czy kumpel w pracy. W Polsce nikt, poza Jarosławem Kaczyńskim, nie buduje  organizacji. Nikomu się nie chce. Każdy chce pójść na skróty. Budowanie organizacji to żmudny, pozbawiony szybkich efektów proces. Lepiej wyjąć świński ryj z szuflady lub rzucić parę bzdurnych grepsów w telewizji czy na mównicy sejmowej. Wrzucić mem do internetu. Program? Jaki program? W dupie z programem. Mówmy to, co wyborca chce usłyszeć. Mówmy dupą lub od dupy strony. Dupa jest swojska i dupę każdy zrozumie.

To, że PiS zwyciężył wybory i jako pierwsza partia w naszej historii nowożytnej zgarnął całą pulę, wcale mnie nie dziwi. To jedyna partia oprócz PSL-u, którą  można nazwać od strony organizacyjnej jakimś sensownym bytem w naszym życiu politycznym. Nie przewidziało Wam się. PSL. PSL – ten właśnie lekceważony przez wszystkich PSL. Wyśmiewani wszem i wobec ludowcy mieli jeszcze niedawno 120-140 tysięcy członków. Trzy razy więcej niż Platforma w najlepszym okresie. Jest to jedyna partia, która ma na tyle rozbudowane struktury terenowe, że obejmują one ponad 90% gmin. To jest powód, dla którego od 25 lat bez przerwy jest w Sejmie. To jest prawdziwa przyczyna, że PSL miał w ostatnich wyborach samorządowych prawie 24% głosów i nie wierzcie, że wybory były wtedy sfałszowane. Nawet gdy kiedyś na czele PSL-u stanął manekin o charyzmie meblościanki, to nic nie zmieniło. Organizacja zwyciężyła i przetrwała. Wyborca innych kopnął w dupę.

Jarosław Kaczyński nie jest geniuszem, ale na tle konkurencji jego gwiazda świeci najmocniej. Niektórym komentatorom się wydaje, że o wyniku ostatnich wyborów zdecydowało ,,ch.., dupa i kamieni kupa”. Nie mają racji. PiS ma około 30 tysięcy członków. Platforma dwa razy mniej, a resztę konkurencji lepiej przemilczmy. Platforma, co pokazały ostatnie wybory namaszczające Schetynę, będąc u władzy zamiast pogłębiać struktury straciła około 20 tysięcy członków, czyli więcej niż połowę. Pośrednim efektem wycinania ludzi jest skierowanie organizacji na bezdroża. Do tego prowadzi zawsze budowanie partii zamkniętej, w której koniec końców, poprzez zablokowanie dopływu świeżej krwi, życie obumiera.

Patrząc na chłodno, bez emocji, za sukcesem PiS-u stoją też przede wszystkim sprawne media. Radio Wnet, Gazeta Polska, TV Republika, TV Trwam, scena blogowa oparta na Salonie 24 z gwiazdami typu Kataryna, satelity typu Max Kolonko, Niezależna.pl, tygodnik ABC, wpolityce.pl, prężnie działające think thanki typu jagielloński24 czy Koliber dające paliwo w postaci młodych działaczy i głosów na uczelniach. Nie wymieniłem tu nawet połowy. To wszystko jest wsparte solidnym zapleczem finansowym w postaci np. SKOKów, które dają kasę wcześniej wymienionym tytułom i organizacjom, ale również przetrwanie w czasach opozycji działaczom. Do tego dochodzi zaplecze organizacyjne i finansowe kościoła. Radio Maryja jako środowisko. Związki zawodowe typu Solidarność. Będąc w opozycji Prawo i Sprawiedliwość zainwestowało w intensywne szkolenia dla swoich liderów i nie były to bynajmniej szkolenia ideologiczne, ale na przykład gospodarcze. Nie można też nie doceniać nabytej sprawności podczas profesjonalnie przeprowadzonych i cyklicznych miesięcznic, demonstracji. Nawet, jeżeli nie jest to na najwyższym poziomie, to i tak jest to na wystarczającym przy bierności konkurencji. To działa i się kręci i teraz moje drogie dzieci możecie pocałować misia w dupę.

Jarosław Kaczyński też, w odróżnieniu od konkurencji, jest pragmatykiem. Nie obraża się. Nie wybrzydza. Nie boi się własnego cienia. Ma poczucie własnej wartości i wyjątkowości i nie boi się przyrostu organizacji. Jeżeli ktoś mu jest potrzebny, jest potrzebny organizacji to przebacza i bierze z powrotem na pokład. Ziobro out, Ziobro in. Kurski out, Kurski in. Strzelczyk out, Strzelczyk in. Przykłady można by mnożyć. Wszystkie ręce na pokład. Działa odwrotnie niż konkurencja, która wszystkich sensownych ludzi wyrzuca na bocznicę, gdy tylko pojawi się zagrożenie, że padawan może jest zbyt zdolny i może przerosnąć mistrza. To jest prawdziwy powód klęski Donald Tuska i pozostałych organizacji i tych przyszłych, które nadejdą. To jest główny powód miałkości i beznadziei polskiej polityki. Donald Tusk wycinając konkurencję dawał przykład dołom partyjnym, które zamiast budować kolejne piętra budowli zajmowały się tym samym co przywódca i w efekcie pięknie zapowiadająca się organizacja zamiast się rozrastać finalne się skurczyła. Te powtarzające się błędy powodują, iż każda kolejna organizacja od 1989 roku, zamiast się rozwijać po nawet obiecującym początku bardzo szybko zaczyna zjadać swój własny ogon i na końcu zostają w niej ci którzy nawet jak mają jakieś poglądy to wyznają zasadę, że lepiej się nie wychylać. Zostają tylko oportuniści, którym przyświeca hasło, że „Poglądy są jak dupa, każdy jakieś ma, ale po co pokazywać”. A potem ostatni zgasi światło.

Ciągle narzekamy na społeczeństwo. Na brak obywatelskiej aktywności. Na skandaliczną frekwencję wyborczą – np. w porównaniu do Niemiec. Chcemy zarabiać jak Niemcy, a nawet nam się nie chce iść do wyborów. Mnie też się tutaj na blogu zdarzało dziwić, że nikt nie interesuje się jak wydawane są jego pieniądze. Prawda jednak, jak zwykle, leży pośrodku. I tak moim zdaniem społeczeństwo prezentuje wyższy poziom niż politycy. Polscy przedsiębiorcy, w odróżnieniu od polskich polityków, dają radę, ale do czasu. Każdy najlepszy szermierz dupa, kiedy wrogów kupa. Dopóki się to nie zmieni, nic się nie zmieni. Dupa. Ci najgłupsi, najmniej zdolni, którzy powyżej dupy w normalnym, a nie matriksowym politycznym życiu, nie mają szans podskoczyć, będą się garnąć do polityki, a wszyscy, którzy dają radę w normalnym życiu, nawet jeżeli obudzą się w nich społeczne instynkty i wejdą w politykę, będą przez tych, dla których polityka to jedyna szansa, traktowani jak zagrożenie i wypychani poza nawias organizacji na każdym szczeblu. Tak będzie się działo, jeżeli budowniczy nowo powstających partii nie zrozumieją, że partię trzeba budować jak własną firmę, jak własny dom – od fundamentów, a nie od dachu. Od początku, a nie od końca. Ryba psuje się od głowy. W przeciwnym razie w długim okresie nic z tego nie będzie, a wtedy do dupy z taką robotą.

Czytaj również