Ministerstwo Głupich Kroków przedstawia: Skecz o martwej papudze – wersja trzecia

Drukuj

papuga-1000x520

Mija właśnie rok odkąd podatek handlowy został zapowiedziany w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy  – i w końcu jest. We wtorek premier Beata Szydło, po przyjęciu propozycji ministerstwa finansów przez Radę Ministrów, powiedziała, że mamy w końcu dobre rozwiązanie, które wypełnia wszystkie oczekiwania zainteresowanych stron i gwarantuje równe szanse dla małych polskich firm. Hmmm… Odważna interpretacja. O tym podatku pisałem tu na blogu już dwukrotnie: tutaj i tutaj. Ostateczna wersja jest dużo lepsza niż wersja pierwsza i wersja druga. Jednak nadal jest to rozwiązanie kalekie, ułomne i po prostu niepotrzebne. Postaram się, by nie zanudzić szanownego czytelnika i nawiązać stylistycznie do swojego czasu popularnego utworu Kazika, podać tylko 12 powodów, dla których tak według mnie jest (choć równie dobrze tych powodów mógłbym podać kilkadziesiąt).

Pierwszy grosik) Pierwszy projekt ustawy został opublikowany 2 lutego tego roku. Liczył 9 stron. Obecny, który pojawił się 16 maja, ma objętość 4 stron. Miałem nadzieję, że kolejna wersja tego projektu liczyłaby znowu 4 strony mniej i wtedy mógłbym powiedzieć, że ten projekt jest ok. Niestety tak się nie stało i ta wersja dostała aprobatę rządu. Z wersji pierwszej wyleciały wszystkie kontrowersyjne i niezrozumiałe pomysły typu dodatkowego opodatkowania sobót, sieci franczyzowych, sprzedaży internetowej itp., nad którymi pastwiłem się w poprzednich wpisach. Jednak to nie rozwiązało podstawowego problemu, a mianowicie: po co nam ten miś? Po co ten projekt powstał i po co jest procedowany dalej? W kampanii prezydenckiej Andrzej Duda twierdził, że ten podatek pomoże polskim sklepikarzom walczyć z zachodnimi sieciami. Teraz w oficjalnym uzasadnieniu tego projektu nie ma nic o niepłaceniu podatków przez spółki z udziałem kapitału zagranicznego. Nie ma też nic o powstrzymaniu ekspansji zagranicznych sieci handlowych. Jest za to o potrzebie pozyskania dodatkowych wpływów do budżetu, kuriozalnie uzasadnionej i słusznie skrytykowanej przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, stwierdzający, że ,,stosowanie bardzo niskich marż pozwala na zwiększenie udziału w rynku, co może prowadzić do znacznego ograniczenia konkurencji, a tym samym stabilizującej ceny rywalizacji o klienta”. Niskie ceny to przecież niższy VAT wyrażony w złotówkach, a przez to niższe wpływy do budżetu, więc rząd nie chce niskich cen. Rząd chce, by ceny były wysokie! Skoro więc nawet ministerstwo już nie twierdzi, że ten podatek ma komuś w czymś pomóc, to po co go wprowadzać i dlaczego akurat handel ma ponosić koszty fanaberii rządowych typu 500 plus, co to kosztuje 600…?

Drugi grosik) Wpływy z tego podatku mają być niższe o połowę niż w wersji pierwszej i sięgnąć 1,5 miliarda złotych rocznie, co i tak jest wątpliwe, bo projekt poprzez swoją ułomną konstrukcję, aż prowokuje ewentualnych płatników do niepłacenia go poprzez podział jednego podmiotu na dwa mniejsze lub nawet dziesięć mniejszych. W projekcie są bowiem dwie stawki. Pierwsza ma wynieść 0,8 proc. od podstawy opodatkowania pomiędzy kwotą obrotu 17 mln zł i 170 mln zł miesięcznie. Druga stawka wyniesie 1,4 proc. ponad kwotę 170 mln zł (czyli ok. 2 mld zł rocznie). Kwota wolna od podatku to 17 mln zł miesięcznie. Wpływy z tego podatku będą więc prawdopodobnie niższe od zakładanych, tak jak to się już dzieje w przypadku podatku od banków, gdzie zamiast zakładanych przez resort 550 mln złotych miesięcznie mamy ledwie 360 mln.

Trzeci grosik) Co zrobi z tym projektem Komisja Europejska? Prawdopodobnie to samo, co na Węgrzech, gdzie pomysł Orbanam by opodatkować zachodnie sieci, został storpedowany i w efekcie teraz każdy płaci tam taką samą daninę dla rządu, niezależnie od tego, czy nazywa się Kovacs, czy Tesco. Podobna sytuacja była w Hiszpanii. Ten podatek bowiem będzie płaciło mniej niż 200 płatników z 288,6 tysięcy firm prowadzących sklepy. Organizacja Handlu i Dystrybucji (wprawdzie to są lobbyści zachodnich sieci) twierdzi, że 80% tej daniny zapłaci 10 zagranicznych sieci, a jeżeli to prawda, to KE uzna, że podatek dyskryminuje zachodnie sieci i każe go usunąć.

Czwarty grosik) jest związany z trzecim, gdyż samo Ministerstwo Spraw Zagranicznych zauważa w swojej opinii do projektu, że nie jest w stanie ocenić tego projektu, bo nie ma ,,danych ekonomicznych dotyczących faktycznej sytuacji na polskim rynku oraz przewidywanego wpływu projektowanych regulacji na ten rynek”. Wskazuje też, że resort finansów powinien je przygotować, a oczywiście nie przygotował…

Piąty grosik) ,,Wprowadzenie dodatkowego podatku obrotowego płaconego przez wszystkie sieci handlowe oraz sprzedawców detalicznych stanowić będzie dla tego sektora nadmierne obciążenie finansowe i przyniesie szereg negatywnych dla gospodarki i obywateli skutków” – brzmi stanowisko Business Centre Club, według którego ustawa może okazać się sprzeczna z prawem unijnym. Organizacja ta słusznie przekonuje, że wprowadzenie tylko od jednej branży podatku, którego wysokość na dodatek nie jest związana z wynikami finansowymi płatnika, jest złamaniem zasady równego traktowania przedsiębiorców. BCC ostrzega, że w efekcie wzrosną ceny, więc koszty nowej daniny zostaną przerzucone na konsumenta, a z drugiej strony najsilniejsze sieci wymuszą obniżenie cen na dostawcach. Organizacja Pracodawców RP pisze w komentarzu dla Money.pl, że „Negatywne konsekwencje wprowadzenia nowej daniny odczuje nie tylko branża handlowa, lecz również jej dostawcy oraz sami klienci. (…) Duże sieci sklepów mają bardzo silną pozycję przetargową w stosunku do swoich kontrahentów i mogą ją wykorzystać do przeniesienia części obciążeń związanych z podatkiem na swoich partnerów biznesowych, którymi bardzo często są stosunkowo małe, lokalne przedsiębiorstwa kontrolowane przez polski kapitał”.

Szósty grosik) Co ten projekt ma wspólnego z zapowiadanym przez PiS uproszczeniem podatków? Ten pomysł pokazuje tylko, że, jak zwykle, co innego się mówi, a co innego się robi. Na dodatek kwota, jaką się planuje pozyskać, w skali całego budżetu właściwie nie ma żadnego znaczenia. Przestrzega przed tym Organizacja Pracodawców RP pisząc, że wprowadzenie kolejnego podatku „dodatkowo komplikuje i tak już nieprzystępny dla przedsiębiorców system podatkowy”. „Niewydolność polskiego systemu podatkowego może spowodować problemy przedsiębiorców związane z kontaktami z administracją skarbową. Istnieje bowiem ryzyko, że prawidłowe stosowanie nowych przepisów będzie możliwe dopiero po ukształtowaniu się linii interpretacyjnej i orzeczniczej w zakresie nowego podatku”.

Siódmy grosik) Z punktem szóstym związany jest kolejny problem z konstrukcją tego podatku, co znowu słusznie wypunktowała organizacja Pracodawcy RP, która w komentarzu przesłanym na portal money.pl podkreśliła, że wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od obszaru działalności, powinni ponosić obciążenia fiskalne na takich samych zasadach. „Pomysł nakładania specjalnego podatku na sieci handlowe tym bardziej nie znajduje uzasadnienia, gdy weźmie się pod uwagę fakt, iż sektor ten nie osiąga rentowności istotnie przewyższającej średnią dla reszty gospodarki” – podkreślono. Polska ma jeden z najgorszych w Unii Europejskiej systemów podatkowych. Brak powszechności i liniowości podatków powoduje zamęt w ich ściągalności. Co więcej, sprawia on, że koszty poboru tych podatków też należą do jednych z najwyższych w zbiurokratyzowanej przecież UE.

Ósmy grosik) Dlaczego nie pomyślano na przykład o wyłączeniu z podatków paliwa? W efekcie mamy sytuację, gdy chcemy pobierać podatek od podatku od podatku, bo czym innym jest pobieranie dodatkowego podatku, gdy mamy już akcyzę i opłatę paliwową. To już jest piramidalna bzdura…

Dziewiąty grosik) Paradoksalnie, podatek od handlu najbardziej odczują polscy dostawcy, którym śrubę dokręcą sieci i wymuszą obniżkę cen. Dostawcy będą próbowali odkuć się na drobnych sklepikarzach, a ci – na swoich klientach. Efekt będzie taki, że w porównaniu do supermarketów ceny u sklepikarzy będą wyższe nie o 20%, ale o 25%. Wystarczy spojrzeć, jakie skutki przyniósł wprowadzony niedawno podatek bankowy dla kieszeni Polaków.

Dziesiąty grosik) Aż słów brak…Otóż szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, Henryk Kowalczyk, przyznał w połowie kwietnia, że rząd bierze pod uwagę, iż podatek po jego wejściu w życie trzeba będzie pod presją Unii zmienić lub się z niego wycofać. Ale – jak podkreślił – pieniędzy, które z niego w międzyczasie wpłyną, nie trzeba będzie oddawać!

Jedenasty grosik) Według danych OECD z 2013 roku, udostępnionych w raporcie Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, Polska jest w ścisłej czołówce, jeżeli chodzi o restrykcyjność uregulowania handlu detalicznego. Kolejna regulacja, jaką niewątpliwie jest ten podatek, to droga w odwrotnym kierunku, niż ten, którym powinniśmy podążać.

Dwunasty grosik) Mam wrażenie, że to co się dzieje w przypadku tej ustawy może przypominać tylko Skecz o martwej papudze Monthy Pythona.

Podatek handlowy (papuga) miał być gwarantowanym sukcesem PiS. Hasło „opodatkować hipermarkety” łączyło wszystkich obywateli, wszystkich wyborców, zwolenników różnych partii, bo mało kto lubi duże sklepy. W trakcie pracy nad ustawą papuga jednakowoż zdechła, a PiS nie chce się do tego przyznać i próbuje przekonać nas, że ta papuga tylko drzemie, że nie jest martwa, tylko ogłuszona, że jej totalny brak ruchu jest spowodowany zmęczeniem po długim i wyczerpującym skrzeczeniu. Tymczasem jest ona martwa jak kamień, bezwarunkowo nie żyje, tej papugi już nie ma, przestała istnieć. To zdechła papuga, opuściło ją życie i niech minister Szałamacha i jego ekipa pozwoli jej spoczywać w spokoju, strzelić w kalendarz i śpiewać w anielskim chórze. Nie ma sensu przybijać jej do żerdzi, by przypadkiem nie odleciała, jak minister Kowalczyk w przestworza pisowskiego podatkowego absurdu. Przykro mi, ale ministerstwo musi zrozumieć, że papugi się skończyły i czas je wymienić na ślimaki…

Czytaj również