Ministerstwo Głupich Kroków przedstawia skecz o podatku handlowym. Wersja druga.

Drukuj

minsterstwo glupich kroków przedstawia

25 stycznia Ministerstwo Finansów w końcu przedstawiło główne założenia planowanego podatku od sieci handlowych. Pierwszą wersję dosyć dokładnie opisałem tutaj: https://bartlomiejausten.wordpress.com/2015/11/19/kubus-puchatek-i-przyjaciele/. Ta propozycja ma z poprzednią niewiele wspólnego. Niewykluczone więc, że finalnie ustawa też nie będzie miała nic wspólnego z tym, o czym mówiło ostatnio Ministerstwo. Projekt został skierowany przez MF do kancelarii premiera. Ustawa miałaby wejść w życie 14 dni od dnia ogłoszenia. Trudne czasy nastały dla komentatorów przy sposobie pracy tego rządu, ale spróbujmy ocenić na gorąco tę propozycję na podstawie tego, czego się dowiedzieliśmy z konferencji, bo projektu poza stroną rządową nikt nie widział jeszcze na oczy.

Podatnikami nowej daniny będą wszystkie sieci handlowe oraz sprzedawcy detaliczni. Zostanie nim objęta także sprzedaż internetowa. Choć jest on określany jako podatek od hipermarketów, zapłacą go również sklepy sprzedające AGD i RTV, meblowe, dilerzy samochodowi. Przedmiotem opodatkowania będzie miesięczny przychód ze sprzedaży towarów. Sprzedawcy mają płacić trzy stawki podatku od obrotów:

  • stawka podstawowa będzie wynosić 0,7 proc., a pozostałe – 1,3 proc. i 1,9 proc.

    • stawka 0,7 proc. ma obciążać przychód nieprzekraczający w danym miesiącu kwoty 300 mln złotych.

    • stawka 1,3 proc. ma być płacona od nadwyżki przychodu ponad 300 mln złotych w tym miesiącu.

    • stawka 1,9 proc. ma obowiązywać od przychodów ze sprzedaży detalicznej prowadzonej w soboty, niedziele i inne dni ustawowo wolne od pracy.

  • Podatek będzie też zawierać kwotę wolną, wynoszącą 1,5 mln zł miesięcznego obrotu.

Powierzchnia jako kryterium tego kto ma płacić, a kto nie, zniknęła. Pojawiło się za to nowe kryterium dotyczące dni prowadzenia działalności. Podatek od marketów ma być jednym z dodatkowych źródeł dochodów, z których sfinansowany ma być, według programu PiS, m.in. program 500+. W myśl projektu budżetu na 2016 rok dochody z podatku od marketów powinny wynieść ok. 2 mld zł rocznie.

Na plus ustawodawcy należy zaliczyć, że projekt ustawy poprzedzały w końcu konsultacje z branżą. Jednak co innego ustalono podczas wielu konsultacji angażując setki przedsiębiorców i organizacji z całego kraju, a co innego znalazło się w ustawie. Moim zdaniem ta ustawa jest lepsza od poprzedniej, która nadawała się tylko do zgłoszenia do prokuratury ze względu na faworyzowanie jednej konkretnej sieci kosztem pozostałych, ale dalej jest to rozwiązanie fatalne. Jest to dalszy ciąg podnoszenia podatków i komplikowania życia przedsiębiorcom. Według tej ustawy i Ministerstwa Finansów sobota jest ustawowym dniem wolnym od pracy. Karanie kogoś za to, że pracuje w sobotę jest nieprzyzwoite, niezgodne z konstytucją i po prostu zwyczajnie głupie. Dla małych sklepików sobota i niedziela to czasami nawet 40% tygodniowego utargu. Równomierne obciążenie sieci wielkopowierzchniowych i średnich sklepików kwotą 1,9% za handel w sobotę jest ciosem poniżej pasa.

Tak jak w przypadku podatku bankowego, minister Paweł Szałamacha znowu mija się z prawdą twierdząc, że chodzi mu o coś innego niż o zebranie jak największych wpływów. Resort z kamienną miną przekonuje, że nowy podatek nie zostanie przerzucony na konsumentów, a ceny w sklepach nie wzrosną. Tak jak nie wzrosną opłaty w bankach. Jeśli ktoś głosi takie deklaracje, to znaczy, że albo nie wie o czym mówi i nie nadaje się na Ministra Finansów, albo próbuje zaklinać rzeczywistość. Przypomnijmy, iż banki właśnie gremialnie podnoszą opłaty. Innym sposobem może być obcięcie kosztów. Czyli zwolnienia pracowników lub przerzucenia kosztów na dostawców – w większości polskie firmy. W ekonomii nie ma miejsca na cuda. Słupki w Excelu muszą się zgadzać.

Rząd podczas prac nad tą ustawą ustawicznie twierdzi, że chce pomóc polskim sklepom. Reakcja giełdy pokazuje, że i tu mija się z prawdą. 26 stycznia po przedstawieniu założeń ustawy o godz. 16.10 akcje Jeronimo Martins, spółki notowanej na giełdzie w Lizbonie, zdrożały o 6,5 proc. Należąca do Portugalczyków Biedronka prowadzi w Polsce 2650 sklepów zlokalizowanych w ponad 1000 miejscowości. W tym samym czasie akcje polskiej sieci Alma Market, którą kontroluje Jerzy Mazgaj, notowanej na warszawskiej giełdzie, traciły na wartości 9 proc. Ustawa będzie też problemem dla poznańskiego Piotra i Pawła, która to sieć będąc w drugim progu podatkowym przy obecnych wynikach finansowych może nie przetrwać.

Następnym problemem jest zgodność tej ustawy z prawem unijnym. Na Węgrzech do niedawna też obowiązywały progi podatkowe przy specjalnym podatku od handlu. Unia Europejska jednak zmusiła Węgry do zmiany tej praktyki i w tej chwili podatek od handlu obowiązujący na tamtejszym rynku jest już liniowy. Prawdopodobieństwo, że identycznie będzie u nas, jest bardzo duże.

Warto tu też napomknąć o czymś jeszcze i zaszeregować to w kategoriach kuriozum. Chodzi o informację, której w radiu udzielił Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Minister Henryk Kowalczyk powiedział, że w ustawie znalazł się zapis zakazujący handlowcom podnoszenia cen. Nie poinformował jednak o tym, czy następnym krokiem rządu będzie powołanie inspekcji robotniczo-chłopskich, które będą sprawdzać czy badylarz przypadkiem nie oszukuje.

Na koniec zajmę się kwestią tego, co powinien rząd zrobić, jeżeli chciałby rzeczywiście pomóc polskiej branży spożywczej, bo po 26 latach transformacji należałoby w końcu wyrównać szanse i przestać preferować zachodni kapitał i docenić rodzimy. Ta zmiana jest potrzebna, ale prawdziwa dobra zmiana, a nie udawana, będąca tylko pretekstem do pobrania kolejnej daniny. Po pierwsze potrzebne jest uporządkowanie kwestii planów zagospodarowania przestrzennego i uporządkowanie kwestii pozwoleń na otwieranie placówek handlowych na wzór europejski. Większość gmin w Polsce dalej tych planów ich nie ma. Efekt jest taki, iż w Polsce niemiecki Lidl powstaje, gdzie chce i nie ma możliwości zablokowania inwestycji przez władze lokalne. W Niemczech czy Francji Piotra i Pawła nie da się ulokować, bo nie pozwoli na to prawo chroniące lokalny handel. Po drugie należałoby przyjrzeć się funkcjonowaniu specjalnych stref ekonomicznych gdzie np. firma Jeronimo Martins, czyli Biedronka, ulokowała większość swoich magazynów logistycznych, uzyskując tym samym znaczącą przewagę nad polską konkurencją, która tego nie może zrobić. Po trzecie należałoby zmienić moment płacenia VAT-u na wzór niemiecki, bo VAT powinien być płacony po zapłacie, a nie po wystawieniu faktury. Na razie jest tak, że to polski producent finansuje rozwój zagranicznych sieci długimi terminami płatności, a dodatkowo polskiego fiskusa. Nawet jeżeli uda mu się zaspokoić te dwa pazerne podmioty, to często okazuje się, że interes jest już nieopłacalny. Po czwarte podatek VAT powinien mieć jedną wypośrodkowaną stawkę, gdyż w tej chwili stawki podatku VAT w Polsce są absurdalne. Ten sam produkt może mieć trzy stawki VAT. Po piąte polski rząd powinien przyjrzeć się działalności Banku Światowego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju i ich agend, gdyż to z tych źródeł zachodni kapitał, pod płaszczykiem umożliwienia nam Polakom dostępu do taniej żywności, finansuje ekspansję zachodnich sieci typu grupa Schwartz (Lidl i Kaufland). Przecież polski rząd i polski podatnik jest udziałowcem tych instytucji.

Po szóste, siódme i osiemnaste też by się znalazło, tylko trzeba wsłuchać się w branżę, ale przecież rządowi nie chodzi o to, by polska żywność, polscy przedsiębiorcy mieli się lepiej. Te konsultacje to wszystko ściema. Tu chodzi o to, by pozyskać 2 mld złotych i o to, by przekupić za te pieniądze jak największą ilość wyborców. To, że PiS straci tym samym głosy przedsiębiorców w tym wypadku nie ma znaczenia. Gra idzie o wyższe stawki i ta gra odbędzie się jak zwykle kosztem polskiego przedsiębiorcy. Ciekawe ile jeszcze ten przedsiębiorca jest w stanie wytrzymać? Ograniczmy mu dostęp do kredytów. Zmuśmy go do wyeliminowania gotówki z obiegu. Zakażmy mu handlu w sobotę. To tylko newsy z tego i ubiegłego tygodnia. Mnie się wydaje, że granica została właśnie przekroczona.

Czytaj również