Ministerstwo Przekopania Mierzei Wiślanej.

Drukuj

Roland-Topor-Illustration-4

W nowym rządzie PiS ministrem nie został żaden polityk związany z Pomorzem, ale o Pomorzu, na nieszczęście dla mnie i dla nas wszystkich, nie zapomniano. Powołano nowe ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, które zajmuje się głównie przekopem Mierzei Wiślanej. Ministerstwo, którym kieruje, oczywiście z leżącej nad morzem Warszawy, Marek Gróbarczyk, nie ma za wiele do zaoferowania poza tym przekopem, bowiem pozostałe zadania, dla których zostało powołane to ministerstwo, nie wymagają zbytniego wysiłku. Gazoport właściwie już jest wybudowany, trzeba się będzie tylko trochę polansować przy przecięciu wstęgi, przemysł stoczniowy kwitnie, nasze porty biją kolejne rekordy przeładunków. Zostało więc tylko odbudowanie rybołówstwa, ale to trochę niepolityczne, bo nie wiadomo jak to zrobić bez ograniczania połowów – a przecież sam Prezydent Andrzej Duda przekonywał polskich rybaków w Darłowie podczas kampanii wyborczej, że polityka Unii Europejskiej nakładająca ograniczenia w połowach jest sprzeczna z polską racją stanu.

Zostało więc przekopanie Mierzei. Pomysł nie jest nowy. Pierwszym argumentem za przekopem jest, że planowali to już kiedyś Niemcy. Pragmatyczni Niemcy jednak policzyli i ostatecznie nie przekopali półwyspu. Niemcy nie zbudowali też portu we Władysławowie i nie musieli corocznie wydawać milionów złotych na ratowanie Półwyspu Helskiego przed przerwaniem.

Idea przekopania Zalewu wynika z blokady Cieśniny Pilawskiej przez Rosjan. Związek Radziecki blokował nam żeglugę ze względów strategicznych, a dzisiejsza putinowska Rosja kontynuuje tę tradycję i dalej nas upokarza. Wykopanie przekopu będzie wzięciem rewanżu za historyczne krzywdy.

Przekop Mierzei to oczko w głowie Jarosława Kaczyńskiego. To w Elblągu Prezes wezwał kiedyś premiera Donalda Tuska, by ten w końcu rozpoczął pracę nad przekopem Mierzei Wiślanej. -To jest przedsięwzięcie nietrudne, zaplanowane w sensie wszystkich przygotowań. Ale Donald Tusk się go przestraszył, Donald Tusk nie chciał się narażać Putinowizaznaczył prezes PiS. Decyzja o przekopaniu Mierzei została zresztą ogłoszona osobiście przez premiera Jarosława Kaczyńskiego 10 listopada 2006 roku też w Elblągu, tuż przed wyborami samorządowymi. Decyzja, co ciekawe, została podjęta bez czekania na żadne studium czy ocenę oddziaływania na środowisko. PiS odrzucał też wtedy argumenty Platformy Obywatelskiej, że propozycja przekopu Mierzei Wiślanej może kosztować podatnika powyżej miliarda złotych. Prawo i Sprawiedliwość twierdziło bowiem, że inwestycja będzie zdecydowanie tańsza – jej koszt będzie niewiele większy niż 400 milionów złotych. Dzięki Ministrowi Gróbarczykowi dziś już wiemy, że inwestycja będzie kosztowała 800-900 mln złotych.

Skupmy się jednak na meritum sprawy, czyli zastanówmy się po co właściwie przekopywać Mierzeję. Rzeczpospolita niedawno w tekście ,,Bruksela pozwoli Polsce na kanał” napisała, że mamy szansę dostać zielone światło na przekop. Ciekawy jest fragment, który pokazuje argumenty jakimi przekonujemy unijnych urzędników. Nawiasem mówiąc ten fragment, jeżeli jest prawdziwy, nie wystawia unijnym urzędnikom dobrych referencji. „Decydujące znaczenie miało przekonanie unijnego komisarza, że budowa kanału łączącego Zatokę Gdańską z Zalewem Wiślanym ma znaczenie strategiczne dla bezpieczeństwa Polski oraz wschodniej granicy UE. Według obowiązującej umowy z Rosją, podpisanej za czasów byłego szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego, wyłącznie od dobrej woli Moskwy zależy, czy polskie statki przepłyną przez Cieśninę Piławską. Oznacza to, że żadne okręty NATO czy też polskiej Straży Granicznej bez zgody Rosji nie mogą wpłynąć do portu w Elblągu”

Problem bowiem jest taki z Zalewem Wiślanym, że jego średnia głębokość to 2,5 metra! Te okręty NATO więc to nie lotniskowce, a najwyżej poduszkowce. Argument wojskowy zatem odpada. Po podaniu informacji o głębokości Zalewu właściwie mógłbym ten wpis zakończyć, ale punktujmy dalej i przyjrzyjmy się tej idei od strony stricte gospodarczej.

Po pierwsze, czy Port w Elblągu dzięki temu przekopowi może stać się znaczącym graczem na bardzo szybko rozwijającym się rynku kontenerowym? Słuchałem w Radiu Gdańsk Prezesa gdyńskiego Baltic Terminal Container i zgadzam się z nim, że Port w Elblągu nie będzie miał nigdy żadnego znaczenia gospodarczego dla kraju. W tej chwili przeładowuje 300-400 tys ton, a musimy sobie zdawać sprawę, że w Gdańsku, który potrzebuje inwestycji przy pogłębieniu toru wodnego przeładowano w 2015 roku prawie 36 mln ton ładunków. Planowany przez Ministerstwo dzięki przekopowi wzrost przeładunków do 3,5 mln ton chyba nie ma znaczenia dla kraju, jeżeli sam Hamburg przeładowuje 150 mln ton przy marnych 60 mln w całym naszym kraju. Dodatkowo, jak słusznie zauważył Prezes BTC, wystarczy spojrzeć na mapę i niezależnie od miejsca przekopania Mierzei żaden armator nie będzie chciał dopłynąć do Elbląga, bo jest to nadkładanie drogi, a każdy kilometr w tym biznesie decyduje o sensowności przedsięwzięcia.

Po drugie, maksymalny tor wodny po pogłębieniu przewidywany przez Ministerstwo to 4-5 metrów. Tymczasem statki są coraz większe i mają coraz większe zanurzenie. Gdańsk jest w stanie przyjmować statki o zanurzeniu ponad 15 metrów.

Po trzecie, Zalew Wiślany zamarza średnio na 4 miesiące w roku. Utrzymanie toru wodnego w miesiącach zimowych wymagać będzie dodatkowych nakładów.

Po czwarte, ta inwestycja wymagać będzie corocznych nakładów na utrzymanie toru wodnego i jego pogłębianie. Do tego dochodzi konieczność spełnienia szeregu wymagań dotyczących utrzymania walorów przyrodniczych Zalewu (np. znalezienia bezpiecznego miejsca dla urobku i jego transport, prowadzenie prac w określonych okresach roku) znacznie podroży inwestycję (prawdopodobnie 3-4 razy zostaną przekroczone obecnie zakładane nakłady).

Po piąte, przeciwni pomysłowi są samorządowcy i mieszkańcy Krynicy Morskiej leżącej prawie na samym końcu Mierzei obawiający się, że przekop może spowodować spadek zainteresowania turystów przyjazdem do tego morskiego kurortu. Przeciwni są również mieszkańcy Kątów Rybackich i Skowronek, obok których ma powstać przekop, z powodu przewidywanego zanieczyszczenia wody zarówno w Zatoce Gdańskiej, jak i w Zalewie Wiślanym oraz hałasu wywołanego natężonym ruchem statków. Wpłynie to bezpośrednio na czystość plaż oraz spadek zainteresowania wypoczynkiem w tym rejonie. Sam rozwój turystyki morskiej nie wymaga też przekopu – bo jachty i biała flota mają do dyspozycji alternatywną drogę wodną przez Szkarpawę.

Po szóste, problem z przekopem Mierzei Wiślanej ma charakter prawny. Na terenie, gdzie mają rozpocząć się prace budowlane, znajdują się cenne przyrodniczo obszary: „Specjalny Obszar Chroniony Siedlisk Natura 2000” oraz Park Krajobrazowy Mierzeja Wiślana. Taki status terenu powoduje, że jest on chroniony zarówno prawem krajowym, jak i unijnym. Nawet jeżeli Unia zadecyduje o przyznaniu nam rekompensat, to trzeba się zastanowić czy nie lepiej, zamiast pieniędzy, mieć niezniszczone środowisko naturalne?

Po siódme, przekop, by miał sens, wymaga też realizacji innych inwestycji. Modernizacji portu w Elblągu, przebudowy i pogłębienia wejść do niego od strony Zalewu (szacowane dalsze ok. 90 mln zł, dalsze pewne ingerencje i ryzyko zniszczeń przyrody u ujścia rzeki Elbląg, które to miejsce objęte jest dodatkowo ochroną rezerwatową). Roczny koszt utrzymania przeprawy drogowej i kanału obliczono na średnio 4,3 mln zł, wliczając prace konserwatorskie wykonywane w odstępach wieloletnich. Duże liczby mają to do siebie, że dodawane robią się jeszcze większe, a nie mniejsze.

Po ósme i najważniejsze – przepraszam tu wszystkich mieszkańców Elbląga, którzy niewątpliwie na tym przekopie jako jedyni może i skorzystają, ale na gospodarkę należy patrzeć globalnie – ten miliard złotych, a pewnie i więcej, można wydać sensowniej i to dalej w ramach gospodarki wodnej. Potrzebujemy pieniędzy na dokończenie dolnej i górnej kaskady Wisły. Na razie, według mojej wiedzy, wybudowany jest tylko jeden z planowanych ośmiu stopni wodnych we Włocławku. Potrzebujemy udrożnienia Odry, która akurat ma duże znaczenie gospodarcze. Trzeba też pogłębić tor w Zalewie Szczecińskim. Inwestycji potrzebuje też Gdańsk, jeżeli ma dalej konkurować z europejskimi gigantami kontenerowymi.

Przede wszystkim jednak kolejny raz Prezes Jarosław Kaczyński, Poseł Andrzej Jaworski, Minister Marek Gróbarczyk za Twoje, czytelniku, pieniądze buduje właśnie kolejny raz swój pomnik. Pomnik niekompetencji, megalomanii i głupoty. Pamiętajmy o tym, że tak jak na te 20 mld złotych na program 500+ każdy z nas, pracujących 16 mln Polaków, złoży się rocznie 1250 zł, to i tu, nawet jak nie wiesz gdzie jest Mierzeja Wiślana, ze swoich podatków dorzucisz się na to narodowe kopanie według szacunków rządowych 60-70 złotych. A ja w te ich wyliczanki nie wierzę i mówię Ci, że rachunek będzie grubo ponad stówkę. Czytelniku, łap się za portfel, bo Cię znowu ktoś chce orżnąć.

Czytaj również