Panie Turek! Kończ Pan ten mecz

Drukuj

00019YRRL9IURA3K-C317-F3

Dawno dawno temu pomagałem przy organizacji pewnego dużego turnieju tenisowego. Był to okres, kiedy sponsor Ryszard Krauze był u szczytu potęgi finansowej dzięki przedłużającej się w nieskończoność informatyzacji ZUSu. Nic więc dziwnego, że praca była łatwa i przyjemna. Zawodowy polski tenis właściwie nie istniał. W kobiecym ślady Agnieszce Radwańskiej dopiero przecierała Magdalena Grzybowska, a męski tenis…no cóż, prezentował poziom najbardziej dramatycznych skoków narciarskich Roberta Matei. W biurze prasowym i na konferencjach prasowych odpytywaliśmy kolejnych naszych herosów odpadających po pierwszym meczu o przyczyny porażki. Gdy odpadło ich kilkunastu, licząc od eliminacji do turnieju głównego, bez wygrania choćby seta, konferencje były coraz bardziej absurdalne, a pytania coraz bardziej napastliwe. W końcu odpadł nasz najwyżej notowany tenisista Wojtek Kowalski, oczywiście w dwóch setach i na konferencji po kolejnym szyderczym pytaniu dziennikarza nie wytrzymał. ,,Pan chce żebym wygrał z rywalem, który grał tydzień temu w ćwierćfinale turnieju na Florydzie z Andre Agassim? A wie pan, że ja, żeby zarobić na przyjazd na ten turniej musiałem grać tydzień z niewidomym w Krakowie?”. Takie to były czasy… To były też takie czasy i taki profesjonalizm, że tenisista reprezentując Polskę na Pucharze Davisa i grając np. w 40 stopniowym upale przegrywał z wyczerpania po pięciosetówce i wszyscy dziwili się, dlaczego zabrakło sił, a mało kto wiedział, że może dlatego, że w bidonie zamiast wody mineralnej, albo innego izotonika miał browar i tych bidonów kilka wypił podczas meczu.

Mężczyźni podobno tak mają, że wszystko im się z dupami kojarzy. Ja ostatnio mam bardziej ostry stan tej choroby. Muszę się Wam przyznać, że wszystko mi się z polityką kojarzy. Często też mam takie odbicie w drugą stronę. To znaczy oglądam jakieś polityczne indywiduum w telewizji, coś przeczytam, czy usłyszę w radiu i od razu szukam porównania do postaci znanych z rzeczywistości. Tenisowe konferencje prasowe przypomniały mi się nieprzypadkowo. Oglądam posła Marka Asta kompromitującego się, jąkającego się, plączącego się, przeczącego samemu sobie przed Trybunałem Konstytucyjnym to widzę nie jego a ,,spadające spodenki” Marcina Wasilewskiego.

Widzę i słucham zasłużonego członka egzekutywy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Prokuratora Stanu Wojennego Stanisława Piotrowicza, a obecnie twarz Prawa i Sprawiedliwości w walce z Trybunałem Konstytucyjnym to widzę nie jego, ale Zdzisława Kręcinę i jego mętne tłumaczenia i ,,drobny element chrapania”.

To jest w ogóle ciekawe, że myśląc o politykach Prawa i Sprawiedliwości walczących z Trybunałem Konstytucyjnym nie widzimy wśród nich odpowiedników Roberta Lewandowskiego, Adama Małysza, Zbyszka Bońka, Roberta Kubicy . Nie widzimy tu profesjonalistów, zawodowców, tylko amatorów bez talentu, bez etosu pracy. Jak inaczej możemy określić mianowanego przez PIS do Trybunału Konstytucyjnego pełnomocnika rodzin smoleńskich Piotra Pszczółkowskiego, który jako adwokat bez żadnego dorobku naukowego jest w Trybunale Konstytucyjnym właśnie takim odpowiednikiem sportowego amatora, któremu nagle zły los nakazał się zmierzyć z zawodowcami.

Po stronie PISu widzimy zawsze właśni ich – amatorów, albo bezczelnych cwaniaków, typu Patryka Jaki, lub błaznów typu Krystyny Pawłowicz, którzy swoją bezczelnością, lub błazenadą, notorycznymi faulami próbują ukryć deficyt swoich kompetencji. To, że nie potrafią przyjąć piłki tak, żeby nie odskoczyła im na trzy metry. To, że biegają od innych dwa razy wolniej, a mimo że uzurpują sobie prawo do bycia zawodowcem, to nie potrafią prawidłowo zrobić przysiadu. To że jak strzelą gola, to nie do tej bramki co trzeba.

Gdy widzę naszego Ministra Spraw Zagranicznych, który najpierw prosi o opinię Komisję Wenecką, a potem oburza się dostawszy ją , że nie jest po jego myśli, to widzę natychmiast naszego innego tenisistę Jerzego Janowicza, który najpierw przychodzi z własnej woli na konferencje prasową, a potem odpowiadając na pytania dziennikarza, który przecież wykonuje swoją pracę, tak jak Komisja Wenecka swoją, zaczyna absurdalnie gryźć i szczekać.

Innym typem jest selekcjoner całej tej zbieraniny Jarosław Kaczyński, któremu indywidualnych umiejętności na pewno nie można odmówić. Jednak gdy widzę ekipę Prezesa PISu to nie widzę w nim odpowiednika naszego trenera tysiąclecia Kazimierza Górskiego. Raczej Janusza Wójcika, który najpierw rozbudził w Barcelonie nadzieje na ,,dobrą zmianę”, a potem przegrał wszystko co się dało. Następnie skompromitował się, gdy wyszło na jaw, że zamiast trenować zawodników wolał kupować mecze. Na sam koniec został znaleziony przez policję po balu sportu o trzeciej w nocy pijany w samochodzie. Najgorsze było, że mimo promili w zacietrzewieniu z uporem maniaka w stroju galowym prowadził dalej ten samochód, by dojechać do domu. Sęk w tym, że policja się zorientowała, bo jechał po torach tramwajowych, a to nie był tramwaj i się zaklinował.

Indywidualnie zaś Prezes Kaczyński przypomina mi naszego najsłynniejszego łyżwiarza figurowego Grzegorza Filipowskiego, któremu kibicowałem w dzieciństwie i który prawie zawsze z racji swojego talentu celował w medal, ale koniec końców w najważniejszych imprezach kończył na czwartym, piątym miejscu, gdyż po wykonaniu jakiejś bardzo skomplikowanej i niemożliwej ewolucji wypierniczał się na sam koniec na najłatwiejszym elemencie i z medalu były nici. PIS i Prezes dokonali tak jak Grzegorz Filipowski niemożliwego. Przetrwali osiem lat w opozycji. Poczwórny salchow. Przetrwali wewnętrzny rozpad. Potrójny toeloop. Przetrwali całą kampanie wyborczą i prezydencką ze schowanymi w szafie Kaczyńskim, Macierewiczem, Ziobro i Kamińskim. Potrójny axel. Obiecali w kampanii gruszki na sośnie i śliwki na wierzbie, a wyborcy to kupili. Poczwórny lutz. Na koniec połakomili się na Trybunał Konstytucyjny mimo braku konstytucyjnej większości i wywalili się na ostatnim wirażu. Medalu znowu nie będzie.

,,Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka

  Gdyby się nie przewrócił byłaby rzecz wielka”

  słowa: Kazik Staszewski

Czytaj również