Piotr Aleksandrowicz

Drukuj

piotr_aleksandrowicz_pap_arch_625

4 kwietnia zmarł Piotr Aleksandrowicz. Był to od zawsze mój ulubiony komentator życia gospodarczego w Polsce, parający się głównie słowem pisanym. Zawsze dokładny, z lekkim piórem. Współtwórca chyba najlepszego okresu w dziejach gazety „Rzeczpospolita”. To było kiedyś naprawdę poważne pismo. Było, minęło. Dziś już nie ma porządnych gazet, a twórcy upadku „Rzeczpospolitej” wyznaczają kierunki. Najpierw Bronisław Wildstein i jego słynna lista, potem redaktor naczelny Paweł Lisicki- całokształt, a na koniec Cezary Gmyz z historią o trotylu, doprowadzili do utraty reputacji „Rzeczpospolitej”, po czym stali się sumieniami odbudowy moralnej i duchowej nowych mediów IV – tym razem już całej – Rzeczpospolitej. Dziennikarstwo stylu gonzo zatriumfowało, a ostatni Mohikanie piszący o rzeczach istotnych i ważnych odchodzą w niebyt, zapomnienie. Rzetelność zostaje zamieniona na skrajności, bo tym jest z jednej strony Tomasz Lis, Jacek Żakowski, a z drugiej strony cała wataha „niepokornych”. Efekt to przerost formy nad treścią, postępująca głupota i tabloidyzacja, następnie upadek standardów medialnych, a co za tym idzie i społeczeństwa, któremu coraz trudniej zrozumieć cokolwiek z tego, co je otacza.

Piotr Aleksandrowicz był molem książkowym. Najpierw czytał, a potem tę wiedzę nam przekazywał. Z danych z 2014 roku wynika, że Polak kupuje w roku 1,5 książki. Czech czternaście. Według danych za 2015 r. 10 milionów Polaków nie ma w domu ani jednej książki, 63% nie przeczytało żadnej. Dla porównania w Czechach takich ludzi jest tylko 17%. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej, bo dokładnie wczytując się w raport można podejrzewać, że tylko co czwarty Polak przeczytał książkę od początku do końca. Do tego, nawet jeśli już czytamy, to słabo u nas z czytaniem ze zrozumieniem. Jesteśmy poniżej średniej OECD. Z badań wynika, że, ,,niemal co piąty u nas nie może zrozumieć ulotki reklamowej albo instrukcji pralki, a prawie co czwarty nie będzie potrafił zrobić prostych matematycznych obliczeń, takich jak procent od lokaty bankowej czy różnicy czasów między kontynentami”.

Zmarły również w tym roku Umberto Eco mawiał, że ,,Kto czyta książki, żyje podwójnie”. My nie chcemy dwa razy przeżyć swojego życia, wystarczy nam swoje własne. Jest to nawet zrozumiałe. W końcu Polak everyman jest przez całe swoje życie wiecznie prześladowany, wykorzystywany, poniżany przez różnorakie obce siły. Jeśli tak źle jest w realu, to kto wie jakie niebezpieczeństwa czyhają na czytelnika, który odważy się otworzyć strony książki. A przede wszystkim kto te książki pisze i na czyje zamówienie? Czy aby na pewno to bezpieczne? Czy nie zostanę po nich lewakiem? Albo czy mój nos nie zrobi się po tej lekturze haczykowaty? Nie. Jedno przegrane życie wystarczy, więc książki omijamy z daleka.

Jakieś rok temu w jednym z felietonów -,,Cichociemni biznesmani” Piotr Aleksandrowicz słusznie zauważył, że na całym świecie na czołówkach portali, gazet występują zwykle ludzie typu George Buffet, Bill Gates, George Soros, David Zuckenberg. Z różnych – dobrych bądź nie – powodów (to temat na oddzielny wpis) przeważają ludzie biznesu. U nas przeważają politycy, którzy stają się przez to celebrytami, a nie politykami. Błyszczą na pierwszych stronach gazet i wmawiają nam, że ci, którzy coś w życiu osiągnęli i mają nam przez to coś mądrego do przekazania to złodzieje. Wmawiają nam, bo oni sami nic by bez polityki nie osiągnęli i mierzą wszystkich swoją miarą. W życiu jest niestety zwykle tak, że nic nie przychodzi za darmo. Chyba że jesteś politykiem. Przeczytałeś, jak bohater mojego dzisiejszego wpisu, to wiesz. Nie przeczytałeś, to nie wiesz, możesz najwyżej domniemywać i snuć różne teorie. Czym mniej przeczytałeś, tym bardziej teorie zaczną się zamieniać w fantasmagorię. Chcesz powiedzieć coś mądrego o gospodarce, to najpierw zarób. Załóż firmę. Popracuj chwilę uczciwie. Odnieś sukces, a dopiero później weź się za politykę i za zarządzanie publicznymi pieniędzmi.

Przeczytałem niedawno skandaliczną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z wywiadu – nomen omen – z „Rzepy”, że 80% naszych najzamożniejszych to byli współpracownicy służby bezpieczeństwa. Oczywiste jest, że wśród tych biznesmenów jest rzeczywiście wiele postaci wątpliwych, ale większość z nich z ,,niczego stworzyło firmy bardzo przyzwoitej wielkości, nie wykorzystując powiązań z władzą jako głównego wehikułu rozwoju i zaprzeczając idiotycznej tezie, że pierwszy milion trzeba ukraść”. Te wierutne brednie ,,Prezesa” nie zostaną jednak nigdy zweryfikowane, gdyż adresaci tych kalumni wolą siedzieć cicho. Nie dlatego, że mają coś na sumieniu, tylko dlatego, że w Polsce od dziesięciu lat została zatrzymana prywatyzacja i jesteśmy europejskim skansenem z 25% udziałem Państwa w PKB. W Polsce ciągle konkurujesz z państwowym, a przy rządach ekipy ,,dobrej zmiany” te proporcje się tylko jeszcze powiększą. W Polsce twój biznes ciągle zależy od widzimisię urzędnika, dlatego też – w odróżnieniu od reszty cywilizowanego świata – w Polsce ci, którzy coś potrafią, milczą. Usta się za to nie zamykają tym, co nic nie potrafią i efekty są takie, że tracimy systematycznie od lat nasze szanse rozwojowe.

Piotr Aleksandrowicz w jednym z ostatnich felietonów ,,Złamałem kręgosłup” napisał, że dzieli państwa na cztery grupy. Na przegrywające, niewykorzystujące szans, wykorzystujące, i na liderów. Zgadzam się z nim całkowicie, że my przesuwamy się, dzięki rządom najpierw PiS-u, potem PO-PSL, a teraz znowu PiS-u z grupy państw, które wykorzystywały swoją szansę do grupy państw, które swoje szansę marnują. Za kilka lat skończy się ,,lewar” w postaci środków unijnych i jeśli chcemy uniknąć historii Grecji czy Włoch, musimy wrócić do ścieżki, którą podążaliśmy na początku transformacji, a którą gdzieś zgubiliśmy przez ostatnie 10 lat.

Czytaj również