Polska Mistrzem Polski

Drukuj

8793479-prezydent-andrzej-duda-i-rezyser-643-427

W zeszły czwartek był pogański Wielki Czwartek. Jako chłopak urodzony w końcówce lat siedemdziesiątych zawsze marzyłem, że primo-Polska będzie potęgą futbolową, a secundo, że gwiazdy muzyki będą przyjeżdżać do Trójmiasta. 30 czerwca roku 2016 okazało się, że marzenia się czasem spełniają. Tego wieczoru Polska zagrała w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Grzesiek Krychowiak, chłopak z Arki Gdynia, od mojego cudownego Michała Globisza z moich cudownych gdyńskich Karwin, jest już w Paris Saint Germain i nikt tam już nie płacze za Zlatanem. W moim Trójmieście dodatkowo dwójka wariatów piętnaście lat temu postanowiła odpalić festiwal muzyczny Opener i tegoż samego wieczoru, godzinę po rozpoczęciu meczu, Papryczki zagrały koncert w pobliskim Kosakowie.

Taka Polska 2016 to był wtedy sen wariata… Niestety, jest taka ekipa życiowych nieudaczników, która psuje mi to święto i ciągle mi wmawia, że polski sukces na Euro to nie to samo, co Polska mistrzem Polski, a Red Hot Chili Peppers dla nich to nie kolorowe ptaki, lecz degeneraci, narkomani i zboczeńcy czczący Szatana. Bogusław Linda ostatnio powiedział odnośnie rządów PIS, że ,,zrobić elity z frustratów? To niewykonalne” i trafił w sedno. Tragedią rządów ,,dobrej zmiany” jest to, że wykonawcami tych często ogólnikowo słusznych haseł jest banda frustratów i malkontentów. Na jednej szali Zbigniew Boniek, z drugiej strony, jego popierany przez PIS konkurent, Rysio Czarnecki. Na jednej szali twórca Alter Alt Mikołaj Ziółkowski, a z drugiej – burmistrz zadłużonej pod jej rządami na wiele milionów złotych miejscowości Brzeszcze, Beata Szydło. Trochę to manipulacja z mojej strony, zestawienie Zbigniewa Bońka i Rysia Czarneckiego, ale jeśli zestawimy już dwóch Prezesów to dla ,,Prezesa Tysiąclecia”, wiecznie naburmuszonego, wiecznie strzelającego nie bramki, a fochy, porównanie wygląda jeszcze gorzej. Zbigniew Boniek to światowiec obyty na salonach. Jarosław Kaczyński to krajowiec nienawidzący salonu, chyba, że jest to salon24. Zbigniew Boniek to zawodowiec, który w światowej piłce z niejednego pieca jadł chleb, a teraz na bazie tych doświadczeń postanowił zreformować PZPN. Jarosław Kaczyński to przy nim amator, który nie ma pojęcia o realnym, a nie polityczno-matriksowym życiu, a który mimo to chce je zreformować. Tak jak jego wiceprezesi państwowych spółek, Andrzej Jaworski, Maks Kraczkowski, czy Andrzej Jasiński, którym nikt rozsądny nie dałby poprowadzić warzywniaka na osiedlu, bo by zbankrutował, ale na państwowym – hulaj dusza, piekła nie ma.

Tak się nie da na dłuższą metę. W PZPN i w polskiej piłce nożnej rzeczywiście nastąpiła dobra zmiana, ale nie dlatego, że ktoś tak sobie życzeniowo wymyślił, że należałoby to zrobić, tylko dlatego, że Zbigniew Boniek miał najpierw kompetencje, a potem wynikający z kompetencji plan, który zrealizował. Na przekór opinii społecznej, dla której Adam Nawałka był kolejnym Frankiem Smudą czy następcą nieszczęsnego Władysława Fornalika. Zbigniew Boniek to jest tak naprawdę prawdziwy wygrany tego Euro. To on stoi za reformą reprezentacji, ale przede wszystkim on stoi za wieloma reformami dotyczącymi piłki młodzieżowej oraz ligowej. To planowe czyszczenie stajni Augiasza, jakim było PZPN zanim przyszedł, jest obliczone na lata i nawet jeżeli polska piłka nożna ma nadal wiele wad, to w końcu zaczęliśmy Europę ścigać. Fundamenty pod budowę zostały wylane i jest w końcu szansa, że to przyniesie kiedyś skutek, nawet jeśli na następcę Lewandowskiego – bo tacy piłkarze nie rodzą się codziennie – jeszcze chwilę poczekamy i przegramy w międzyczasie parę meczy. Przegrana to też istota sportu. Praca u podstaw wykonywana przez ludzi, którym zaufał Zbigniew Boniek, takich jak Maciej Sawicki, sekretarz PZPN, zaprocentuje. To im będziemy zawdzięczać, że na następne takie Euro nie będziemy musieli czekać kolejnych 30 lat. Że nie będziemy już nigdy liczyć na przypadek, że bukmacherzy kiedyś będą nas cenić wyżej niż reprezentację Szwajcari czy Portugalii, z którymi, mimo licznych braków, dzięki świetnej organizacji ekipy Adama Nawałki te różnice udało się zamaskować. Im mniej Lato, Kręciny, Grenia, Klocka w PZPN, tym lepiej. Im więcej ich odpowiedników w polskiej polityce, czyli Macierewicza, Kamińskiego, Ziobry, Kurskiego – tym gorzej.

Sukces polskiej reprezentacji na francuskim Euro to też wielki sukces Europy bez granic. To sukces na przekór kibolom i ich wizji Polski zaściankowej. To sukces na przekór tym Dulskim, którzy uważali do niedawna, że przez obecność Thiago Cionka, który jest naturalizowanym brazylijczykiem, że to nie kadra Polski, a kadra PZPN. To sukces Polski otwartej i będącej częścią wspólnej Europy. To sukces Zbigniewa Bońka, którego drugi dom to Turyn. Mówiącego w kilku językach Adama Nawałki, który równie dobrze czuje się we Francji, jak w Polsce. Grzegorza Krychowiaka, który przyznał, że myśli po francusku i Kamila Glika, który myśli po niemiecku. Ta drużyna jest dlatego tak fajna, bo jest bezczelna, a jest bezczelna, bo nie zdążyła przesiąknąć polskim fatalizmem i marazmem, a nie zdążyła przesiąknąć, bo większość z nich, jako młodzi chłopcy, wyjechała za granicę. Grzegorz Krychowiak w wieku 16 lat przeprowadził się do Auxere. Kamil Glik wychowywał się w Niemczech, a mając 19 lat wyjechał do Realu Madryt. Wojtek Szczęsny w wieku 16 lat – do Arsenalu Londyn. Łukasz Piszczek w wieku 19 lat do Herthy Berlin. Kamil Grosicki w wieku 20 lat do FC Sion, Kuba Błaszczykowski w wieku 22 lat do Borussii Dortmund, Łukasz Fabiański w wieku 22 lat do Arsenalu Londyn, Arek Milik w wieku 19 lat do Bayernu Leverkusen i w końcu Lewy w wieku 22 lat do Borussii Dortmund. Polska ich wychowała, ale to na zachodzie w większości nauczyli się uprawiać swój zawód, bo w Polsce nie mieliby na to szans w naszej komicznej przez ostatnie lata Ekstraklasie. Gdzie po jednym udanym sezonie, lecąc na nazwisku, możesz już nigdy nie wypaść z karuzeli, gdzie po jednym celnym kopnięciu piłki jesteś ustawiony na lata. Gdzie przez wiele lat o tym, czy zagrasz, czy nie, decyduje to, jakiego masz menadżera i czy podzieli się on swoją prowizją z przyszłego transferu z trenerem lub działaczem twojego klubu.

Ta polska ekstraklasa to wypisz wymaluj polska polityka. Tutaj też, jak raz wygrasz wybory, to już z tej karuzeli nigdy nie wypadniesz przy odrobinie rozsądku. Gdy zostaniesz prezydentem, lub burmistrzem swojego miasta raz, to zostajesz na wieki. Jak dodatkowo będziesz za tym, za czym będzie większość i będziesz pilnował, by równo były przycięte kwiatki w twoim mieście, to możesz rządzić do emerytury przez 20-25 lat. W polskiej ekstralidze możesz grać przez dziewięć lat, mimo że z pięcioma klubami spadłeś do niższej ligi. Tak samo w polskiej polityce możesz zasiadać w Sejmie czy Senacie 9 kadencji, przechodząc z partii do partii. W polskiej polityce i w polskiej ekstraklapie możesz strzelać co sezon samobója, a i tak nikt cię nie rozliczy. W ekstraklasie i w polskiej polityce liczą się głównie nie twoje umiejętności, a układy i zasługi. Liczy się efektowne opakowanie kryjące puste wnętrze. I tu, i tu nie musisz znać języków, realiów prawdziwego życia. I tu, i tu jesteś gwiazdą, której każdy gest obserwują kamery. Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz? Wolne żarty. Gdy prawa rynkowe nie działają to nie ma konkurencji. Nie ma konkurencji, nie ma weryfikacji.

Czytaj również