Szydło, dawaj moje sto milionów

Drukuj

szydło 100 melonów

,,Obiecałeś sto milionów, wyraźnie słyszałem

I minęło tyle czasu, ja nic nie dostałem

Czekam jeszcze trzy dni i ani chwili dłużej

Niecierpliwość moja wzrasta, gdy czekanie się wydłuża

Moi wszyscy koledzy, oni myślą tak samo

Gdy się kładą wieczorem i gdy wstają rano

Pamiętają twoje słowa, gdy słuchali cię na placu

Wałęsa, dawaj moje sto milionów

Wałęsa, dawaj nasze sto milionów”

Był rok 1990. Lech Wałęsa walczył o prezydenturę. Jarosław Kaczyński był jego najbliższym współpracownikiem i szefem sztabu wyborczego. To był początek rozpadu obozu solidarnościowego i początek wojny polsko-polskiej, która trwa do dzisiaj. W pierwszej turze nie udało się wyłonić prezydenta. Niespodziewanie odpadł Tadeusz Mazowiecki. Na scenę wkroczył nikomu nieznany wcześniej Stan Tymiński, nierozstający się z czarną teczką, w której miał podobno kwity na wszystko i na wszystkich. Zawartości teczki, mimo wielu obietnic, nie pokazał. Temat teczki chwycił. Stan Tymiński uzyskał w pierwszej turze 23%. Lech Wałęsa za to obiecywał każdemu Polakowi po sto milionów złotych na głowę. W drugiej turze wygrał z przyszłym założycielem Partii X, która to partia miała wiele wspólnego z powstałym później serialem ,,Z archiwum X”.

Wszystko było pierwsze. Wszystko było dla nas nowe. Pierwsze teczki. Pierwsze kłamliwe obietnice wyborcze. Metoda ,,wiem, ale nie powiem”. Kazik Staszewski zaśpiewał po wyborach ,,Wałęsa oddaj moje sto milionów” i wyborca sobie nawet chwilę pod wszechobecnym wtedy wąsem tę piosenkę podśpiewywał, ale nic nie zrozumiał z Kazikowego przesłania. Powiem więcej. Wyborcy ta gra się spodobała. A że się spodobała, to każde następne wybory odbywały się już według tego scenariusza: Chcesz wygrać? To szukaj kwitów na rywala i obiecuj wyborcy gruszki na wierzbie i śliwki na sośnie.

Z każdymi kolejnymi wyborami trzeba było podbić stawkę, by wygrać. W kwestii kwitów na rywala do ściany doszliśmy w momencie, gdy obecny prezes telewizji znalazł Donaldowi Tuskowi dziadka w Wehrmachcie. Metoda ,,wiem, ale nie powiem” została przez Jarosława Kaczyńskiego doprowadzona do perfekcji. Konkurencja polityczna jednak też nie pozostawała w tyle. Zostało więc wzajemne licytowanie się w obietnicach wyborczych. Lech Wałęsa postawił poprzeczkę wysoko, ale czego polski polityk nie wymyśli, by się dorwać do władzy i konfitur z nią związanych?

Beata Szydło postanowiła połączyć w całość dwie rzeczy, które kocha polski wyborca. Ten wyborczy ,,wash&go” urzeczywistnił się w niebieskiej teczce ukrywającej obietnice wyborcze. W debacie telewizyjnej z udziałem Ewy Kopacz, Beata Szydło powiedziała, że mają szuflady pełne gotowych ustaw. Po wygranych wyborach Beata Szydło przedstawiła w trwającym 62 minuty expose 50 obietnic wyborczych. Dla porównania, u Ewy Kopacz naliczono tych obietnic 29. Osiem obietnic dodatkowo dostało klauzulę 100 dni wykonalności. Te liczby sprawiają, że skala i bezczelność kłamstw z kampanii wyborczej PiS-u była jednak unikatowa względem poprzedników.

Minęło sto dni i oczywiście okazało się, że król jest nagi. Właściwie doszliśmy już do takiego absurdu, że można się tylko cieszyć, że Premier Beata Szydło okazała się zwyczajnym fantastą, a raczej cynicznym kłamcą, tak jak wielu jej poprzedników. Największym osiągnięciem rządu jest bowiem niewprowadzenie tego, co zapowiadała premier w expose i kampanii wyborczej.

wykres 2

Kilka dni temu usłyszeliśmy od ZUS-u, że, według ich wyliczeń, w kasie ZUS-u będzie brakowało w nadchodzących pięciu latach 250 miliardów złotych w przypadku zachowania status quo. W przypadku obniżenia wieku emerytalnego, zabraknie 400 miliardów złotych. Te wyliczenia nie biorą pod uwagę, że Państwo corocznie dokłada do KRUS-u 16 miliardów złotych, a do emerytur mundurowych ponad 13 miliardów złotych. Do tego też trzeba doliczyć wydatki na renty liczone w miliardach złotych. Nie mówię już o niekorzystnej demografii. Za 5 lat będzie pół miliona mniej ludzi w wieku produkcyjnym niż dzisiaj. A przecież wszyscy słyszeli Panią Premier i Pana Prezydenta mówiących, że Polskę na to stać.

Mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy politycy będą rozliczani tak, jak reszta społeczeństwa. Że ten matrix kiedyś się skończy. Polityk to zawód jak każdy inny. Przez kilkanaście lat moja praca polegała na tym, że przygotowywałem w porozumieniu z właścicielem plany, za których realizację później odpowiadałem. Gdybym kiedykolwiek zrealizował plan w 25%, to właściciel by mnie zwolnił i wziął na moje miejsce następnego. Musimy spojrzeć na to w ten sposób. Polityk to pracownik, którego pracodawcą jest społeczeństwo. Tymczasem oni sami sobie wymyślili i narzucili plan. Nikt ich do tego nie zmuszał. Potem zrealizowali 25% i oczekują, że będziemy im bić brawo. Taki pracownik to nieudacznik, którego należy wywalić z pracy. Nieważne czy nazywa się Beata Szydło, Ewa Kopacz, Donald Tusk, czy na przykład Ryszard Petru. Przynależność do jakiegoś obozu politycznego nie powinna mieć żadnego znaczenia. Obiecałeś coś? Nie spełniłeś obietnicy? Koniec zabawy. Do widzenia. Oddaj fartucha. Prosimy następnego. To jest prawdziwe życie i nie widzę żadnego powodu, dla którego mamy robić jakieś wyjątki. W przeciwnym wypadku stawiamy polityków poza nawias społeczeństwa. I mamy to, co mamy.

,,Obiecałaś sto milionów, wyraźnie słyszałem

I minęło tyle czasu, ja nic nie dostałem

Czekam jeszcze trzy dni i ani chwili dłużej

Niecierpliwość moja wzrasta, gdy czekanie się wydłuża

Moi wszyscy koledzy, oni myślą tak samo

Gdy się kładą wieczorem i gdy wstają rano

Pamiętają twoje słowa, gdy słuchali cię na placu

Szydło, dawaj moje sto milionów

Szydło, dawaj nasze sto milionów”

Czytaj również
  • Skallesny

    Primo pierwsze – jeśli już powołujemy się na Bolka(czyli zawodowego kłamce). 100 dni to nie 100 milionów, pan myśli że w tak krótkim czasie można zrealizować program na cztery lata?
    Primo drugie – jak wasi ulubieńcy Tusk i reszta przez 8 lat nie zrealizowali obiednic to było Ok.